Goodiepal - 2007-05-25
z serwisu muzycznego EMD - emd.pl/wiki
- 2007-05-25 koncert: Goodiepal
- Miejsce: Szczecin, Teatr Kana
- Koncert w ramach festiwalu Musica Genera Festival 2007
Muzycy
Oceny koncertu
-









10 Wojtek Mszyca Jr To był bardzo mocny początek festiwalu. Bardziej performance niż koncert, Goodiepal pokazywał bowiem swoje niezwykłe artefakty, konstrukcje, opowiadał śmieszne i ciekawe historie, pokazywał film, odtwarzał płyty... Już ten pierwszy występ zapowiadał niezwykle udany festiwal i pokazał, że na tej imprezie nigdy nie można wiedzieć, czego się spodziewać. Totalne zaskoczenie, wielkie odkrycie. Goodiepal jest spadkobiercą wędrownych kuglarzy, którzy od wieków dawali ludziom wytchnienie od codzienności i na moment prznosili ich do innego, magicznego świata. Niezwykły człowiek i niezwykły artysta, który chce od nas naszego czasu a nie naszych pieniędzy (dlatego swoje płyty praktycznie rozdawał, przyjmując każdą zaproponowaną kwotę).
Recenzje
Nie wystawiam konkretnej noty. Bo był to występ nieklasyfikowalny. W pozytywnym sensie. Po prostu nie sposób znaleźć wspólnej płaszczyzny do porównań z innymi zaproszonymi gośćmi festiwalowymi. Słowo występ jest tu właśnie bardziej adekwatne niż koncert, bo mieliśmy do czynienia raczej z jakąś formą happeningu. Za charyzmę Goodiepala dałbym mu 10 gwiazdek, tyle samo za odwagę. Także maksa za wyjątkowy image: wąsiki godne Dalego, reszta rodem z Artura Conan Doyle'a. Muzycznie już było różnie, ale to jest cena za oryginalność i wyjątkową śmiałość. Na przykład czysto brzmieniowo te jego różne pogwizdywania oraz dźwięki dzwonków, które rozdał publiczności, były takie sobie. Były też jednak wątki muzyczne znacznie ciekawsze, o czym poniżej.
Co uderzało, szczególnie w kontekście innych koncertów festiwalu, to że prawie cały występ bazował na jego głosie. Przy jego pomocy imitował różne odgłosy. Najczęściej były to parodie, między innymi Björk, Lou Reeda, francuskiego hip-hopu, beatboxingu i różnych efektów gramofonowych. Dwie najciekawsze rzeczy z tym związane, to nagłe urywanie fragmentów, ich gwałtowne przeskoki w inne wątki oraz powtarzanie w całości danych wycinków. Są to klasyczne techniki plądrofoniczne, tyle że tu stosowane przy pomocy samych "odgłosów paszczą". Zwykle technika cut and paste służy do tego, żeby przy pomocy taśm magnetofonowych, samplerów, gramofonów i laptopów naśladować i przetwarzać dźwiękową rzeczywistość, w tym często ludzkie głosy. Tu wszystko stanęło na głowie, bo to głos imitował maszyny. A właściwie był to jeszcze bardziej piętrowy system referencji, bo naśladowane były urządzenia już reprodukujące ludzki głos. Była to wyrafinowana kulturowo konstrukcja, która zacierała realność pierwotnych źródeł oraz znaczeń, które w sobie niosły. Poza tym częste powtarzanie tych samych fragmentów wytwarzało aurę prawdziwie surrealistyczną.
Był z tym wszystkim związany jeden, nieco kłopotliwy dla mnie, efekt uboczny. Otóż Goodiepal przedrzeźniał charakterystyczne przeciąganie dźwięków uzyskiwane poprzez manipulowanie prędkością obrotów gramofonu. Dodatkowo wzmocnił to jeszcze jednym metapoziomem tego procederu, odtwarzając nam z gramofonu swój własny głos naśladujący dźwięk gramofonu zniekształcającego nagrany ludzki głos, uff! Sęk w tym, że na tym festiwalu często występują turntabliści. Tak było i tym razem, gdyż przybył jeden z największych i najbardziej wpływowych, żywa legenda Claus van Bebber. I mimo że obydwa jego występy były genialne, szczególnie w duecie z Paulem Lovensem dokonywał istnych cudów równolegle na pięciu archaicznych gramofonach, to w uszach miałem wciąż jednocześnie echa błazeńskich stylizacji Goodiepala.
Ten ostatni miał w zanadrzu wiele innych szatańskich sztuczek. Wyciągał je jak magik z kapelusza. A to przedziwny quasi-antyk w postaci szklanego klosza z mechanicznymi ptakami w środku, które podczas manipulacji wydawały ptasie świergoty (i w tym przypadku było to muzycznie bardzo satysfakcjonujące!). A to bez końca wyjmował i stawiał na stole (podstawowym instrumencie improwizatora, hehe) niezliczone modele planet (przesada doprowadzona do granic absurdu sama w sobie może być formą sztuki). By już wprowadzić publiczność w kompletną konsternację i dezorientację naśladując głosem (trzymając w ręku "adekwatny" modelik) ryki jakiegoś zwierza (dinozaura?).
Na osobną uwagę zasługuje film o Słońcu, który potem nam wyświetlił. Ciekawie korespondował on z modelami planet i komet, od których zaczął swój performance. Przede wszystkim jednak było to fascynujące doświadczenie wizualne (a także dźwiękowe) zbliżeń różnych gwałtownych procesów zachodzących na tej gwieździe. Ogromna skala zjawisk wynikająca z rozmiarów Słońca. Także odmienność panujących tam warunków typu temperatura, ciśnienie, grawitacja. Wszystko to sprawia, że efekty wizualne różnych zjawisk są tak niepodobne do tych, które doświadczamy na co dzień. Jednocześnie ich komplikacja, fraktalność i nieprzewidywalność przewyższają te możliwe do uzyskania przy pomocy grafiki komputerowej. Było to widowisko jedyne w swoim rodzaju. Oczywiście w telewizji często są pokazywane obrazy ze Słońca, chyba nigdy jednak aż tak ciekawe i w takiej ilości. Przypominało mi to wszystko aurę płyty "Sunspot Activity" Nocturnal Emissions.
Było to bardzo efektowne otwarcie festiwalu, a jednocześnie sygnał, że powinniśmy pohamować swoje oczekiwania, bo doświadczymy wielu rzeczy niezwykłych i niespodziewanych. W sumie czułem się na tym występie momentami nieswojo, ale generalnie było to ciekawe przeżycie, jak każde obcowanie z autentycznymi freakami, ciekawymi ludźmi. Natomiast sam Kristian Vester, ukrywający się pod pseudonimem Goodiepal, zachował wciąż duszę dziecka i nie wstydzi się wciągać nas w swój dziwny świat.

