John Zorn

Wcale nie lubię wywiadów

John Zorn

Wywiad z Johnem Zornem przeprowadził Paweł Trzaska. Oryginalnie ukazał się w "Jazz á go-go", numer 6/1994.


Wielu muzyków pochodzących ze Stanów Zjednoczonych twierdzi, że zaczęli się rozwijać dopiero w momencie przeprowadzki do Nowego Jorku. Jak ty oceniasz to miasto pod względem muzycznym?

Urodziłem się w Nowym Jorku. Nie ma żadnej żywotnej energii Nowego Jorku, romantyzmu, ani innych tego rodzaju idiotyzmów. Są natomiast ludzie, są wspaniali muzycy. Dobra scena muzyczna nie zależy wcale od publiczności. Zapomnij o publiczności. Jeśli muzycy traktują swoją pracę poważnie, to dobra scena jazzowa może powstać w Tokio, Warszawie, gdziekolwiek. Nie wierzę Jednak w Nowy Jork, może dlatego właśnie że się w nim urodziłem.

Howard Mandel, Który pisze dla naszej redakcji w Stanach stwierdził kiedyś, że wyjechałeś do Japonii i nagrałeś tam tak wiele płyt gdyż nie radziłeś sobie zbyt dobrze w USA.

No cóż..., każdy może mieć własne opinie, ale to gówno prawda. Co dla niego oznacza "radzić sobie dobrze"? Pewnie myśli o posiadaniu pieniędzy, licznej publiczności, byciu kochanym. To nie są moje pryncypia. Ważniejsze jest to czy mogę spotykać się z innymi muzykami i wymieniać poglądy na temat muzyki. Radzić sobie dobrze to oznacza być wolnym, niezależnym. Nie dbam nawet o zarabianie pieniędzy na koncertach. Przecież przez prawie 10 lat grałem tylko i wyłącznie w swoim mieszkaniu.

Więc jakie były prawdziwe powody?

Było tam wielu wspaniałych muzyków, mam tam przyjaciół, itd. Nie obchodzą mnie bzdurne plotki jakiegoś palanta. Nie lubię takich wywiadów. Wcale nie lubię wywiadów!!! Co ja sądzę o muzyce? Co ja sądzę o swoim życiu? A pieprzę to. Pieprzę Howarda Mandela! Pieprzę prasę! Nie potrzebuje jej. Prasa nigdy nie mówi o muzyce. Pytając, zawsze narzuca odpowiedzi.

Dobrze, porozmawiajmy o twojej muzyce. Na wielu płytach grasz bardzo krótkie utwory o zmiennej dynamice. Na dzisiejszym koncercie grałeś muzykę pełną energii ale jednocześnie spokojną i pełniej rozwiniętą.

Bo to nowa muzyka. Teraz tak właśnie czuję, i nie mogę ci powiedzieć dlaczego. Nie jestem też w stanie określić co będę grał za miesiąc, ani za pięć lat, Nie wiem.

Dlaczego oparłeś swoje utwory na temacie kultury żydowskiej? Pytam, ponieważ temat żydowski jest bardzo żywy w Polsce. Po ostatnim filmie Spielberga znowu przewijał się dosyć głośno. Wielu ludziom w Polsce film się nie podoba!

To proste - bo jestem Żydem. W tej chwili to wiele dla mnie znaczy. Chcę zgłębiać ten temat. Co do Spielberga, to uważam ze odwalił kawał dobrej roboty. Może podszedł do tematu trochę inaczej niż ja bym to zrobił, ale nie zapominajmy że jest reżyserem z Hollywood, robiącym np. "E.T." i tego rodzaju filmy. Natomiast jeśli ludzie w Polsce twierdzą, że ten film jest zły pod jakimkolwiek względem to dla mnie zakrawa to na antysemityzm. Polacy chyba znają dobrze to słowo. Dla mnie osobiście film był olbrzymim sukcesem.

Jaką z dotychczasowych swoich płyt uważasz za najlepszą, godną polecenia?

"Kristallnacht" [AN: oryginalnie w tekscie: "Cristal Nut"!!!]. To była płyta wymagająca najwięcej pracy. Nie tylko pod względem muzycznym, ale także całej otoczki ideologicznej. Bardzo długo zastanawiałem się jak podejść do sprawy, czy w ogóle powinienem, czy mam prawo mówić o historii Izraela, narodu żydowskiego. Spielbergowi udało się to wspaniale. Po koncercie grupy Masada podeszła do mnie stara Żydówka pochodzenia niemieckiego i bardzo mnie chwaliła. To znaczy, że trafiam do ludzi.

Jak twoja muzyka była odbierana w Japonii?

Pewnie są ludzie którym to się podobało i tacy, którym się nie podobało. Tak samo, jak sądzę, jest w Warszawie. Część rozumie mnie lepiej, a część gorzej, ale szczerze mówiąc nie interesuje mnie to. To nie jest mój świat. Oczywiście chciałbym żeby ludzie mnie lubili, mnie i moją muzykę, ale nie mam nad tym żadnej kontroli. Gdybym byt Michaelem Jacksonem to miałbym także kontrolę nad ludźmi. Ale ja nie występuję, żeby zabawiać publiczność i dorobić się domku na wsi. Występuję ze względu na muzykę. Domek na wsi pozostawiam krytykom, ludziom piszącym o muzyce. To jest ich cel. Chcą wracać do domu i natychmiast zapominać o muzyce. Nigdy nie żyli w piwnicy wynajmowanej za 20 dolców miesięcznie i nie żywili się przez cały czas ziemniakami, tak jak ja. Oni nigdy nie napiszą encyklopedii jazzu dlatego, że kochają jazz. Zrobią to dla publikacji w "New York Times" i domku na Long Island.

Właśnie dlatego nie lubię wywiadów. O muzyce lubię rozmawiać tylko z muzykami. Nie sądzę żeby krytycy kochali muzykę. Idą na koncert l myślą co powinni o nim napisać. Jeśli napiszą źle o kimś świetnym, lub dobrze o złym muzyku, mogą mieć problemy. Tylko to ich obchodzi. Nigdy nie mają własnego zdania. Udzielam tego wywiadu tylko dlatego że jestem po raz pierwszy w Polsce.