Wywiad ukazał się w 1982 roku, w 76 numerze Jazz Forum. Z Jamesem Blood Ulmerem rozmawiał Mike Zwerin.
|
James Blood Ulmer ostatnio zaczął nazywać się po prostu James Blood. Słowo "blood" w języku angielskim znaczy "krew". Tym, którzy uważają, że jego przezwisko brzmi nieco drapieżnie, kojarząc się z Draculą i śmiercią, wyjaśnia łagodnie: "To śmieszne, krew kojarzy mi się z życiem". Zespół Ulmera w ubiegłym roku grał w pierwszej części koncertów grupy Public Image Limited przy szczelnie wypełnionej sali jednego z liczących się teatrów rockowych w Nowym Jorku. PIL występuje pod kierunkiem Johnny Rottena, który zdobył sławę jako członek zespołu Sex Pistols. Pisząc o nim jak i Ulmerze zachodnia prasa często używa słowa "legendarny". Rotten i Ulmer, mimo że zupełnie inni od siebie, różnią się także od prawie wszystkich pozostałych muzyków, i to ich właśnie łączy. PIL gra unikalną mieszankę funku, punku i reggae, natomiast Ulmer łączy free-jazzową improwizację z ostrymi, poszarpanymi rytmami tanecznymi w stylu, który okrzyknięto najważniejszym krokiem w jazzie od czasów Ornette Colemana. Ulmer współpracował i studiował pod kierunkiem Colemana. Jego muzyka opiera się na "harmolodycznej" teorii Colemana, która wprowadza multiunisona, coś w rodzaju przypadkowych politonalnych fug. Wszystko uchodzi improwizatorowi, dopóki posuwa się naprzód, Ulmer twierdzi, że "błąd możesz popełnić tylko wtedy, gdy nie uda ci się na czas zejść z drogi". |
|
Robert Fahner napisał o nim w czasopiśmie "Rolling Stone": "Gra Ulmera w pełni uzasadnia jego rosnącą sławę jako najbardziej oryginalnego gitarzysty od czasów Jimiego Hendrixa".
Choć Ulmer krzywi się na takie porównania, są one nie do uniknięcia. Z Hendrixem łączy go podobna intensywność i próby przełamywania barier. Obaj w każdym razie wywodzą się z czarnego rhythm and bluesa.
Ulmer urodził się prawie czterdzieści lat temu w St. Matthews w Płd. Karolinie. Mając 17 lat grał już z zespołami rockowymi w Pittsburgu, W latach 60-tych nagrywał z triami organowymi dla wytwórni King Records, współpracował przez pewien czas z bebopowym zespołem Joe Hendersona (ze Stanieyem Clarke'iem na kontrabasie), a w 1971 r. przyłączył się do awangardowego kwintetu Rashieda Ali, byłego perkusisty Coltrane'a. Potem spotkał Colemana, i wówczas rozpoczął bój o ujarzmienie gitary.
Dokonał szeregu nagrań dla wytwórni Artists House, Moers Music i brytyjskiej Rough Trade, po czym podpisał kontrakt z Columbią powiększając jej elitarną listę muzyków jazzowych, na której figurują Dexter Gordon i Miles Davis. Jego pierwsza płyta dla CBS "Free Lancing" zdobyła szturmem listy bestsellerów jazzowych. Ulmer jest jedną z największych atrakcji nowojorskich klubów rockowych i nowofalowych ściągając tłumy słuchaczy.
Mike Zwerin: Czy wolisz, żebym się zwracał do ciebie James czy Blood?
James Blood Ulmer: James Blood Ulmer, masz trzy do wyboru. (śmiech)
Czytałem gdzieś, ze darzysz sympatią białych wieśniaków z Południa. Mógłbyś to wyjaśnić?
Owszem, oni są prawdomówni. Muszą wyrównać swoje rachunki z Bogiem, ale nie można im zarzucić nieszczerości. Zawsze ci powiedzą, co im się podoba, a co nie.
Czy ich muzyka była pierwszą, jakiej słuchałeś?
Wychowałem się W Płd. Karolinie i nie słuchałem żadnej muzyki. W naszym mieście nie było zbyt wielu radioodbiorników, choć Leadbelly grał muzykę hillbilly. Wiedziałeś o tym? Ktoś mi powiedział, że Leadbelly był twórcą tej muzyki, którą później nazwano hillbilly.
Podobał ci się Elvis Presley?
On nie lubił Czarnych, ale kochał naszą muzykę i myślę, że chyba był w porządku. Nie mam nic do nikogo, kto jest szczery w swoich uczuciach. Możemy tylko współdziałać ze sobą, być szczerzy jak tylko to możliwe i traktować siebie nawzajem indywidualnie.
Grasz dla publiczności rockowej. Czy nazwałbyś swoją muzykę "fusion"?
Fusion? Nigdy naprawdę nie wiedziałem co to jest fusion. Fusion to jakby ujazzowiona muzyka rockowa. A może to urockowiony jazz. (śmieje się)
W ogóle nie rozumiem co to jest jazz-rock. Muzyka, którą gram, jest harmolodyczna i nie sądzę, żeby w muzyce harmolodycznej było coś, co może mieć związek z jazz-rockiem, fusion czy czymkolwiek. Muzyka harmolodyczna opiera się na teorii wymyślonej przez Ornette Colemana, a ja grałem z nim i uczyłem się od niego, starałem się uczynić gitarę częścią tej teorii. Nigdy przedtem nie używał instrumentów rytmicznych, tylko saksofony. Próbowaliśmy więc dopasować gitarę do jego teorii.
Ornette powiedział mi, że jestem naturalnym muzykiem harmolodycznym. Harmolodyka wprowadza multiunisona w miejsce struktury akordowej. W unisonie niekoniecznie musi być ta sama wartość nutowa, lecz po prostu ten sam rytm melodyczny. W miejsce progresji akordów stosuje się akordową modulację, co daje improwizującemu możliwość tworzenia zamiast sztywnego trzymania się funkcji. Każdy orkiestruje własne brzmienie. Znaczy to. że muszę być pewny, że każdy akord, jaki gram, jest toniką. Każdy akord jest w innej tonacji, w ciągłym ruchu. Nic nie jest tu ustalone z góry, dźwięki powstają w głowie.
Czy wiesz jak dominująca jest linia basisty funkowego? Oparta jest na tonice. Im więcej takich linii potrafi on stworzyć w jednym utworze, tym lepiej. Cały czas musi być w ruchu. Swoje dźwięki buduje na burdonie. Ja uzyskuję burdon, jaki mi jest potrzebny, przez ciągłe przestrajanie swojej gitary. Mogę przestroić jedną strunę albo wszystkie. Zmieniam strój kilka razy w ciągu jednego setu. Czasem stroję wszystkie struny do tego samego dźwięku. Strojenie harmolodyczne polega na strojeniu wszystkich strun w unisonie. O to właśnie chodzi. Ludzie powinni żyć w harmonii, w unisonie, i podobnie jest z muzyką. Jeśli mam sześć strun i nastroję je wszystkie do tego samego dźwięku, to i tak każda będzie brzmiała inaczej. Gitara to jedyny instrument, jaki znam, który można stroić harmolodycznie.
Ale przecież ludzie, którzy różnią się od siebie, mogą także ze sobą współżyć. Czy naprawdę wszyscy musimy być tacy sami?
Gdyby wszyscy ludzie na świecie byli na przykład muzułmanami, nie byłoby więcej wojen religijnych, świat byłby lepszy. Ale skoro jest inaczej, musimy zajmować się sprawami od a, b, c, d... i tak dalej aż do z, i dopiero wówczas dodać jeszcze do tego wszystkiego kilka liter.
Jakiej muzyki teraz słuchasz?
Przez ostatnich piętnaście lat koncentrowałem się na muzyce harmolodycznej. Nie słucham żadnej innej muzyki. Muzyka rozśmiesza mnie. (śmieje się) Muzycy, którzy grają na instrumentach, nie chcą zajmować się muzyką, której nie ma na danym instrumencie. Każdy instrument zawiera w sobie pewien określony, charakterystyczny zasób muzyki. Jest to instrument muzyczny, co znaczy, że muzyka sama wyskoczy z niego, gdy tylko się weń uderzy. Jednak wielu ludzi poprzestaje na wiedzy, którą im przekazał lutnik. Zadaniem muzyka jest przekształcić swój instrument w coś innego, do czego zmusza muzyka harmolodyczna. Tego nie można nauczyć się w szkole. Gdybym zdecydował się na lekcje gry na gitarze, poszedłbym raczej do warsztatu gitar zapytać jak je budują, jakiego rodzaju metalu używają itd. Ta wiedza jest dużo bardziej przydatna niż wskazówki nauczyciela.
Czy kiedykolwiek brałeś lekcje gry na gitarze?
Nigdy. Jedynym moim nauczycielem był Ornette. Ojciec dał mi pierwszą gitarę, kiedy miałem cztery lata. Kiedyś sam chciał grać na gitarze, ale nie zgodziła się moja matka. Teraz wygłasza kazania w kościele baptystów, ale jest już za stary, żeby wrócić do muzyki.
Masz takie brzmienie, jakbyś sporo słuchał Jimi Hendrixa.
Jestem starszy od Jimi Hendrixa. Kiedy Hendrix kupił Stratocastera, ja wyrzuciłem swojego i kupiłem gitarę firmy Gibson. To był odważny facet, podpalał swoją gitarę i grał zębami. Był jak Coltrane — obaj byli odważni. Ale nic się nie martw, muzyka harmolodyczna wyrwie nas z kręgu umarłych.
Czy uważasz swoją muzykę za muzykę taneczną?
Tak naprawdę ludzie nie słuchają ciebie kiedy tańczą. Idą się bawić i chcą się czuć lepiej niż ty sam, chcą się rozerwać. To straszne. Ale lubię muzykę, która zmusza do reakcji fizycznej. Kiedyś obrzucili nas kamieniami we Włoszech. Czasem reagują zbyt gwałtownie. (śmieje się) Graliśmy wtedy z Ornette'em i nagle na estradę posypały się kamienie. Ludzie reagują fizycznie, kiedy słyszą muzykę, która ich niepokoi. Jeśli grasz coś, do czego nie są przyzwyczajeni, nie możesz przewidzieć reakcji. Staram się łamać wszystkie reguły, jakie istnieją w grze na gitarze. Wiem, że to oddziałuje jakoś na ludzi, chociaż nie wiem jak. A jeśli jesteś prawdziwym muzykiem, nie powinieneś pozwalać publiczności, by ci mówiła, co masz grać.
Ludzie tańczyli kiedyś przy muzyce Charlie Parkera. Muzyka pobudza ciało do ruchu. Tę, która tak nie działa, nazywają muzyką klasyczną. Dzisiaj jazz rozwija się w stronę muzyki klasycznej, jest intelektualny. Musisz usiąść i mocno się nagłowić, żeby go polubić. Wielu moich przyjaciół gra ten rodzaj muzyki i jeśli mnie potrzebują, gram to razem z nimi. Nie mogę jednak zachowywać się tak, jakbym nie wiedział co to jest, gdyż wiem dobrze. Jazz to silna muzyka, niedoceniana i niepopłatna, ale ludzie, którzy ją grają, są tak sentymentalni, że pozwalają słuchaczom sterować sobą. Jazz narodził się jako muzyka, taneczna, wprawiał ludzi w ruch. W tamtych czasach nie było jeszcze rock'n'rolla. Mój ojciec tańczył przy starych piosenkach bebopowych, Miały one skoczny rytm i beat, i to wystarczało. Przy mojej muzyce ludzie się ruszają, ale nie widziałem jeszcze nigdy, żeby ktoś zaczął tańczyć jakimś znanym krokiem. Nieznana muzyka zasługuje na nieznane tańce. (śmieje się)
Gdybyśmy grali standardy, od razu rozpoznałbyś co to jest. Muzyka harmolodyczna daje ci złudzenie, że już to gdzieś słyszałeś, ale gdy zbadasz strukturę, stronę techniczną, zorientujesz się, że to tylko złudzenie. Jest tu coś zupełnie nowego. Gdy przestrzegasz zasad harmolodycznych, to zawsze wydarzy się coś nowego. Nic ma to nic wspólnego z tym, czy grasz wolno czy szybko. Ja gram wolno, ale za to perkusista chwilami gra bardzo szybko. I tak jest OK.
W mojej muzyce jedyną rzeczą, która nie jest harmolodyczna, jest mój śpiew. (wybuch śmiechu). Kiedy podchodzę do mikrofonu i zaczynam śpiewać, to zupełnie jakbym... wracał do lat młodości i opowiadał o miłości jak Bo Diddley. Byłem na wielu koncertach Bo Diddleya. Jakiś stary dowcipniś musiał zasiać coś w mojej głowie zupełnie bez mojej wiedzy.