Dave Douglas

w Buenos Aires

E-mailowy wywiad z Dave Douglasem, przed jego przyjazdem na koncert w Buenos Aires (28.07.2000.), przeprowadził Hugo Linares [hlinares@utenet.com.ar]. Tłumaczenie z angielskiego: Artur Nowak [].


Hugo Linares: Jutro grasz w Buenos Aires w duecie z Mishą Mengelbergiem, czy będzie to wasz pierwszy wspólny występ? Jaki zagracie repertuar, czy może planujecie wspólną płytę?

Dave Douglas: Hugo, cieszę się, że jesteś zainteresowany moim wspólnym z Mishą Mengelbergiem występem w Argentynie (moja córka Mia przyjedzie również, raczej w celach turystycznych...).

Grałem już z Mishą kilka razy, zaprosiłem go nawet do gry w moim kwartecie. Najbardziej lubię po prostu grać jego muzykę, ponieważ jest jednym z najlepszych a zarazem najmniej znanych kompozytorów XX wieku. Planujemy nagrać wspólną płytę z Bradem Jonesem i Hanem Benninkiem. Koncert w Buenos Aires będzie dla nas specjalny, ponieważ po raz pierwszy zagramy w duecie.

Twoje zainteresowania muzyczne są bardzo szerokie, czy słyszałeś może kiedyś argentyńskiego kompozytora i bandeonistę Astora Piazzolę lub innego naszego kompozytora?

Jestem wielkim fanem Astora Piazzoli (również Pablo Zieglera). Byłem nawet proszony aby zagrać jego muzykę, ale sądzę, że jest ona tak perfekcyjna, że nie wiedziałbym jak jej w ogóle dotknąć. Być może powinienem się z nią lepiej zapoznać, byłbym szczęśliwy gdyby ktoś nauczył mnie tej muzyki.

Kto był twoim muzycznym wzorem? Których trębaczy podziwiasz?

Moimi idolami są zwykle kompozytorzy-wizjonerzy, którzy wymyślili sobie własny świat tworzenia muzyki, niekoniecznie muszą być trębaczami. Miles Davis, Igor Stravinsky, Stevie Wonder, John Coltrane, John Cage, Joao Gilberto, Mary Lou Williams. Ta lista jest oczywiście niepełna. Trębacze: Miles Davis, Woody Shaw, Don Cherry, Roy Eldridge, Baikida Carroll, Roy Campbell, Cuong Vu, Herb Robertson, Graham Haynes, Butch Morris, i wielu innych. Wszystkich ich uwielbiam, interesuje mnie szeroki zakres muzyki na trąbkę.

Współpracowałeś z Cibo Mato, czy planujesz nagrać coś z tym zespołem?

Właśnie w ubiegłym miesiącu znowu pracowałem w studio z Yuka Honda, znakomitą kompozytorką z Cibo Matto. Było to bardzo inspirujące doświadczenie.

Powiedziałeś kiedyś, że John Zorn "jest bardzo inspirującą osobą". Co sądzisz o pozostałych muzykach Masady?

Masada jest dla mnie jak rodzina, czuję się związany z każdym muzykiem, nasze regularne spotkania pozwalają nam dowiedzieć się, gdzie każdy z nas był. To jeden z zespołów, w których czuję najbardziej bezpośrednią komunikację między muzykami na scenie. Bardzo cieszę się, że Joey Baron gra w moim Sekstecie, a Greg Cohen w Charms Of The Night Sky.

Co sądzisz o perkusiście Jimie Blacku i gitarzyście Bradzie Shepiku?

Jesteśmy również jak rodzina, Tiny Bell Trio powstało w 1991 roku, nagrało cztery płyty i nadal wspólnie gra. Jest miedzy nami jedyna w swoim rodzaju dynamika, dzięki niej bardzo szybko reagujemy na siebie nawzajem, oraz bardzo intuicyjny zmysł, jak grać tą trudną muzykę.

Kilka lat temu wspomniałeś o możliwości nagrania duetu ze wspaniałą pianistką Myrą Melford, co się dzieje z tym pomysłem?

Hugo, jeśli masz wytwórnię płytową, możemy nagrywać jutro :-) Ale na serio, oboje byliśmy zajęci innymi projektami przez kilka ostatnich lat. Jestem jednak pewien, że kiedyś do tego dojdzie.

Czy spotkała cię krytyka za podpisanie kontraktu z dużą wytwórnią RCA Victor? Jeśli tak, czy dotknęło cię to?

Krytycyzm jest zdrowy, dzięki niemu rośniemy. Jednak ja ciężko pracuję nad muzyką, tak że nie mam za dużo czasu na biznesowe plotki, które zawierałyby taką krytykę. Każdy projekt jest inny i odzwierciedla inny aspekt tego, jak chciałbym słyszeć muzykę. Z tego powodu wielu ludzi lubi taki projekt a nie inny. To nieuniknione, niemniej dużo pracuję, aby tego uniknąć. W miarę jak usuwam własne ograniczenia, mam nadzieję, że wielu słuchaczy będzie w stanie zrozumieć ten proces i podążać za nim.

Głosy pozytywnego krytycyzmu dotarło do mnie od grupy fanów nowej muzyki i hard corea (wielu spośród nich obserwowało mnie od początku), którzy zawsze oczekują najnowszej, najbardziej "eksperymentalnej", "nie-idiomatycznej" (jeśli taka w ogóle istnieje!), radykalnej muzyki. Być może zawiedli się, że nie wszystko co robię podpada pod tą kategorię. Bardo lubię słuchać takiej muzyki i grać ją, ale nie zawsze mnie ona sama tam zabiera. Inna pułapka w którą sam siebie złapałem - to, że "nowoczesność" sama w sobie jest celem artystycznym. Ciągle interesuję się powiązaniami z historią, nawiązywaniem do niej, wskazywaniem związków, wielorakimi drogami wyrażania samego siebie.

Uważam, że to bardzo ciekawe, że widać te odniesienia na różnych obszarach współczesnej muzyki. Skoro wylaliśmy kąpiel, zostało nam dziecko, wielu muzyków próbuje wymyślić, co z nim zrobić. To dobrze, że przypomina mi się, choć większość krytyki nadeszła ze strony mainstreamu w USA (wbrew nagrodom krytyków, większość śmietanki mainstreamu nie traktuje tej muzyki poważnie, poza kilkoma chlubnymi wyjątkami), że muzyka wychodząca naprzeciw przygodom jest namiętnie pożądana.

Miles Davis powiedział kiedyś, że czuje się lepiej przed publicznością europejską, niż amerykańską; czy w związku z twoimi ciągłymi występami na obu kontynentach, masz podobne odczucia?

Mnie bardzo interesuje to, że publiczność na całym świecie jest tak różna. Nawet w USA odczucia są inne w różnych miastach. Mam swoje ulubione miejsca: Florencja, Ann Arbor w Michigan, Ghent w Belgii, Village Vanguard w Nowym Jorku. Jak zwykle, te różnice mnie ożywiają, inaczej byłoby nudno. My muzycy jesteśmy pod mocnym wpływem aury publiczności, wydaje mi się, że wielu ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy. Nie mogę się doczekać, by zapoznać się z publicznością Buenos Aires i Cordoby. Mam nadzieję, że się tam spotkamy.

góra
strony